środa, 31 października 2012

Chwalę się swoimi butami śniegowcami ;)


Pochwalę się Wam dzisiaj moim świeżutkim zakupem butów :)
Każdej zimy narzekam na to, że mi zimno w stopy ;)
 Przeważnie decydowałam się na kupno fajnych, ładnych kozaczków, czasem nawet nie ocieplanych, które niestety bardzo często nie nadawały się na prawdziwą polską zimę, a już nie wspomnę o chlapie :) Często cierpiałam na przemakające buty i na przemoczone, zimne stopy, a gdy robiła się ślizgawica, jedynie wózek z moim synkiem ratował mnie przed upadkiem :)

Tej zimy, a właściwie jesieni :) Powiedziałam DOŚĆ. Chcę butów odpornych na mrozy, wodoszczelnych, w których będzie mi cieplutko nawet w najgorszy mróz i w których nie złamię nogi nawet, gdy będzie bardzo ślisko, szczególnie, że już z wózkiem nie chodzę, bo synek już za duży ;) no i oczywiście muszą być ładne.

Mój kochany B. nie wierzył w ani jedno moje słowo, Przekonany był, że i tak kupię ładne nie praktyczne kozaczki i codziennie będę suszyć na kaloryferze mokre skarpetki :)

Sądziłam, że to nie będzie takie łatwe, jednak okazało się, że był to łatwiejszy zakup niż zazwyczaj.
Niczego nie świadoma wyszłam na spacerek na miasto i je zobaczyłam na wystawie sklepu do którego nigdy nie wychodzę. Przymierzyłam, dowiedziałam się od miłej Pani wszystkich czarodziejskich właściwościach tych butów. Dla mnie czarodziejskich, bo tak praktycznych butów jeszcze nigdy nie miałam ;)

-antypoślizgowa podeszwa
-ocieplone wysokiej jakości wełną owczą
-jakaś specjalna membrana dzięki której noga oddycha, a do środka nie dostaje się wilgoć
-niezdzieralna podeszwa
-w środku specjalne zabezpieczenie przed woda. Mogę nawet w dużą kałuże wejść a będzie sucho.


 Dowiedziałam się jeszcze, że dzisiaj upust 30% na wszystkie buty. Stwierdziłam, że to po prostu przeznaczenie ;) No i wzięłam.
firma Tamaris
koszt 310zł ( po upuście )

O to one:













































Jak na tak praktyczne buty nie wyglądają brzydko kto, by pomyślał. :)
Platforma ma 2cm, niska nie jestem, ale te 2cm zawsze się przydadzą ;)
Jak już kiedyś wspomniałam, chodzę tylko w spódnicach i sukienkach, na szczęście te sportowe buty świetnie pasują, nie tylko do spodni.





                                                                       Nie mogłam się powstrzymać a to mój synek ;)                  Naśladuje mamę.


























Ps wyjeżdżam, wiec odpowiadać na komentarze, będę dopiero za parę dni :)




wtorek, 30 października 2012

Recenzja: Odżywka do skóry głowy i włosów Jantar firmy Farmona



O tej odżywce chyba już większość z Was słyszała lub czytała. Też już należę do fan klubu tego kosmetyku ;) Używałam jej 3 tygodnie.




 Wybaczcie za okropne zdjęcie, ale pustą buteleczkę dorwał mój synek i wkładał do niej różne rzeczy, jest nie do umycia ;)

OPis producenta:

Receptura odżywki uwzględnia najistotniejsze potrzeby włosów cienkich, słabych, delikatnych i z tendencją do przetłuszczania. Zawiera biologicznie czynne substancje stymulujące wzrost włosów: Kerastim, Trichogen, Polyplant Hair, aktywny biologicznie wyciąg z bursztynu oraz witaminy A, E, F, H i D-pantenol.

Działanie: Odżywka Jantar hamuje wypadanie włosów, stymuluje ich wzrost i odżywianie. Zawarte w niej składniki są niezbędne do prawidłowego przebiegu procesów fizjologicznych skóry, jej odżywiania i regeneracji.

Efekt: Systematycznie stosowana poprawia metabolizm i dotlenienie cebulek włosów, regeneruje i łagodzi podrażnienia. Włosy stają się wyraźnie grubsze, lśniące i odporne na uszkodzenia. Odżywka wzmacnia strukturę włosów, zapobiega ich rozdwajaniu i chroni przed szkodliwym wpływem środowiska i słońca.


Skład:
 Skład: Aqua, Propylene Glycol, Glucose, Calendula Officinalis Extract, Chamomilla Recutita Extract, Rosmarinus Officinalis Extract, Salvia Officinalis Extract, Pinus Sylvestris Extract, Arnica Montana Extract, Arctium Majus Extract, Citrus Medica Limonum Extract, Hedera Helix Extract, Tropaeolum Majus Extract, Nasturtium Officinale Extract, Amber Extract, Disodium Cystinyl Disuccinate, Panax Ginseng, Arginine, Acetyl Tyrosine, Hydrolyzed Soy Protein, Polyquaternium-11, Peg-12 Dimethicone, Calcium Pantothenate, Zinc Gluconate, Niacinamide, Ornithine Hcl, Citrulline, Glucosamine HCL, Biotin, Panthenol, Polysorbate 20, Retinyl Palmitate, Tocopherol, Linoleic Acid, PABA, Triethanolamine, Carbomer, Parfum, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Methyldibomo Glutaronitrile, Dipropylene Glycol, Limonene, Linalool

 humektanty - równowazą poziom wilgotności we włosie
 ekstrakty
 bursztyn - pełnić rolę naturalnego filtra UV
 aminokwasy - wbuduje się w miejsca zniszczone
 proteina sojowa - wbuduje się w miejsca zniszczone
 antyoksydanty
 antystatyki i kondycjonery
 biotyna - przeciwdziałająca nadmiernemu wydzielaniu sebum



 Koszt, dostępność:
Tu też daję duży plus. Koszt około 10zł. Dostępny jest nawet w takiej małej miejscowości w jakiej ja mieszkam ;) Nareszcie dobry  kosmetyk, którego nie muszę zamawiać przez internet. 



Jak ją stosowałam:
Przez 3 tygodnie, bo na tyle mi starczyło, codziennie wcierałam ją w skórę głowy. Jedynie w ten sposób ją stosowałam, chociaż ona może mieć wiele innych zastosowań. Ja zamierzam niedługo zrobić z niej mgiełkę, którą będę zwilżać włosy przed olejowaniem.


Opakowanie, zapach:
Wizualnie jest to ładna szklana buteleczka. Niestety ciężko z niej się aplikuje na włosy, więc polecam przelać produkt do buteleczki z rozpylaczem. Nie lubię butelek szklanych, ładne wyglądają, ale łatwo jest ja zbić.
Zapach jest delikatny, trochę męski, nie utrzymuję się długo na włosach.


 
Moja opinia:
Jedna z ważniejszych dla mnie kwestii to to, że włosy po niej nie przetłuszczają się szybciej, ale  też nie są dłużej  świeże. Nie co szybciej rosną, co też  mnie cieszy. Właściwie to nie mam żądnych zastrzeżeń odnośnie działania tej wcierki. Włosy są mocniejsze, trochę mniej ich wypada, ładnie błyszcza są mocniejsze. Wyrasta po niej sporo nowych włosków.
Nie podrażnił skóry głowy co też jest ważne.
Nie miałam do czynienia z wieloma wcierkami, ale jestem z niej zadowolona. Uważam, że to  świetny produkt, warty przetestowania :)




Plusy:
- przyzwoita cena
- w miarę łatwo dostępny
- nie podrażnia skóry głowy
- świetny skład, bez alkoholu'
- włosy są mocniejsze
- minimalnie szybciej rosną



Minusy:
- nie wygodna, szklana butelka









poniedziałek, 29 października 2012

Moja tygodniowa pielęgnacja włosów.


Poniedziałek 22.10.2012
rano
Mycie O - odżywka wygładzająca Isana
           M - Szampon Babydream
           O - Maska BingoSpa mleczna z elastyną na 30 min
Schną naturalnie



Wtorek 23.10.2012
wieczór
Olej kokosowy  na skalp i na długość na noc



Środa 24.10.2012
rano
Mycie O - odżywka wygładzająca Isana
           M - Szampon Babydream
           O - Maska BingoSpa masło shea i 5 alg na 20 minut
Maska mineralna - jedynie na skórę głowy na 20 minut
Schną naturalnie



Czwartek 25.10.2012
rano
Maska BingoSpa + olej łopianowy + gliceryna + pantenol nałożona na zwilżone włosy na godzinę
Mycie O - odżywka wygładzająca Isana
            M - szampon Babydream
            O - Odżywka Isana wygładzająca na 10 minut
Schną naturalnie



Sobota 27.10.2012
rano
Olej Salicylol na skórę głowy  na 3 godz.
Olej Babydream różowy na długość włosów na 3 godz
Mycie O - odżywka wygładzająca Isana
           M - szampon Babydream
           O - Maska BingoSpa mleczna z elastyną 10 minut
Płukanka octowa
Schną naturalnie



Niedziela 28.10.2012
popołudnie
Mycie O - odżywka Isana wygładzająca
           M - szampon Babydream
           O - maska BingoSpa mleczna z elastyną + 4 krople olejku arganowego
Płukanka octowa
Zabezpieczenie końcówek - 2 krople olejku arganowego na wilgotne końcówki
Schną naturalnie




To, by było na tyle. Powoli zaczynam wprowadzać płukanki do mojej pielęgnacji. O płukance octowej niedługo napiszę, co raz bardziej mi się ona podoba. 

Na koniec tygodnia w końcu zabezpieczyłam czymś końcówki. Od kiedy jestem po keratynowym prostowaniu włosów,, nie wolno mi używać silikonów i przez jakiś czas nie dbałam o końcówki tak jak zwykle. Teraz zamierzam to zmienić i używać olejku. O dziwo wcale nie obciążył włosów. Bałam się, że końcówki będą tłuste i takie nie świeże, ale wcale nie są.
 Miło mnie to zaskoczyło :)









niedziela, 28 października 2012

Recenzja : Olej z pestek winogron


Dzisiaj o jednym z moich ulubionych olei.
 Ma same plusy - jest tani, zdrowy, łatwo dostępny,
 zawsze jest u mnie w kuchni, 
dodaję go do sałatek, ma świetne właściwości..



Ja swój kupuję oczywiście w Biedronce :)
Za litr oleju płacę 14 zł



Właściwości:

''Spośród tłuszczów wykorzystywanych w kuchni olej z pestek winogron zawiera najwięcej kwasu linolowego, który obniża poziom cholesterolu we krwi. Jest także cennym źródłem witaminy E, korzystnie wpływającej na serce i urodę, zapewniając witalność i zatrzymując młodość. Olej z pestek winogron to także jeden z najsilniejszych antyoksydantów (przeciwutleniaczy), redukujący liczbę wolnych rodników w organizmie, czym wzmacnia jego odporność. Swoje zdrowotne i pielęgnacyjne działanie olej z pestek winogron zawdzięcza sposobowi przetwarzania. Tłuszcz ten jest bowiem tłoczony na zimno z owoców winogron, zachowując swoje naturalne właściwości.''








Jak go stosuję:

Włosy - wcieram we włosy i w skalp, zostawiam na noc i rano myję włosy. Wiele miesięcy tak stosowałam ten olej, był jednym z moich najczęściej używanych olei do pielęgnacji. Na jakiś czas, rezygnuję ze stosowania go na włosy, mam dużo innych olejów, które chce wypróbować.
Ciało - używam, głownie do maseł, które robię do ciała.
Twarz - do produkcji kremów na twarz. Do fazy olejowej, bardzo często daje olej winogronowy, pomieszany z innym olejem.

Wybaczcie za słabą jakość

Moje wrażenia:

Włosy - jest idealny dla włosów takie jakie ja mam, czyli mocno porowate. 
Nałożony na noc, nie obciążą moich włosów. Z łatwością zmywa się z włosów już za pierwszym myciem. Nie powoduję puszenia się włosów, ładnie się błyszczą i nie powoduję szybszego przetłuszczania się włosów.

Ciało - świetnie nawilża skórę, lubię dawać go do maseł.
Twarz - zmieszany z innym olejem, daje świetną odżywczą mieszankę. Świetnie nawilża, skóra staję się gładka i miękka.




To olej, który polecam.
 Lubię produkty o tak szerokim zastosowaniu :)









sobota, 27 października 2012

Recenzja: Joanna, Professional, Odżywka rewitalizująca kolor popielaty



Przedstawię dzisiaj maskę, której właściwie nie używam od ponad roku, 
 ale może przyda Wam się ta recenzja.
 Szczególnie przydatna może być dla tych, które farbują włosy na blond i mają problem
 z niechcianymi żółtymi odcieniami.





 Za 500ml płaciłam 15zł.
Taka ilość starczała mi na rok czasu.

                                                                                                      Opis producenta:
Odżywka neutralizuje niepożądany, żółtawy odcień włosów blond i znakomicie je kondycjonuje dzięki składnikom nawilżającym. Nadaje chłodny, popielaty refleks, którego intensywność zwiększa się stopniowo po kilkakrotnym użyciu. Formuła kosmetyku wzbogacona jest o ochronne mikroproteiny, dzięki czemu włosy nabierają pięknego blasku, pozostają lekkie i miłe w dotyku. Ma piękny aromat czarnej porzeczki.


Sposób użycia:
Nałożyć na umyte, lekko osuszone ręcznikiem włosy i dokładnie wmasować. Pozostawić na 3-5 minut, a następnie spłukać. W przypadku włosów bardzo zniszczonych po nałożeniu kuracji można włosy nakryć ręcznikiem lub czepkiem z folii i poddać działaniu ciepła oraz wydłużyć czas działania
  Skład: 


tragiczny, cieszę się że już jej nie używam ;)



Opakowanie:
Wygodne, plastikowy słoiczek z którego łatwo wyjąć maskę do ostatniej kropli :)



Zapach, konsystencja:
Kolor ma piękny. Głęboki fiolet, taki jak lubię :) Konsystencja bardzo  gęsta z łatwością rozprowadza się na włosach. Zapach z początku, gdy zaczęłam jej używać podobał mi się, ale teraz stwierdzam, że jest okropny, duszący, nie przyjemny :) Ten zapach chyba miał przypominać aromat czarnej porzeczki,  mnie porzeczki pachną całkiem inaczej :)





Jak ją stosowałam:
Gdy była taka potrzeba, czyli gdy mój kolor blond wchodził w fazę żółci lub rudości :) Czyli około 3,4 tygodni po farbowaniu. Czasem, gdy trafiałam na prawdę na kiepską farbę, po której od razu po farbowaniu włosy były żółtawe, ta  maska ratowała mi życie :) , Nakładałam ją na umyte włosy na około 5-10 minut.
Przy jej użyciu, trzeba uważać, by dobrze rozprowadzić ją na włosach, inaczej może nam trochę pofarbować na fioletowo ;)


Moja opinia:
W sumie to byłam z niej zadowolona. Po pierwszym użyciu kolor zmieniał się z żółci na popielaty, po kolejnym użyciu  kolor popielaty się pogłębiał. Bardzo przydatna dla blondynek, które mają problem z tymi niechcianymi odcieniami.
Nie czułam, żeby ta maska odżywiała moje włosy, tego się po niej nie spodziewajmy :). Nie powoduję szybszego przetłuszczania się włosów, ale też nie nawilża ich ani nie odżywia.

Osobiście uważam, że lepszym pomysłem jest używanie lepszej farby, po której nie będzie potrzeby używania tego typu masek. Ja tak teraz robię i dzięki temu pożegnałam się z tą maską na dobre. Od roku już jej nie używam.















Zgłaszam się do blogrolle ;)

Hej dziewczyny

Informuję, że zgłaszam się do katalogu blogrolle ;)








pozdrawiam Was, ale zimno się zrobiło ...





piątek, 26 października 2012

Porównanie masek. Maska BingoSpa mleczna vs Kallos Latte




Dzisiaj porównam dwie maski do włosów z proteinami mlecznymi.
Maska BingoSpa mleczna z elastyną z maską Kallos Latte.






Zacznę od cen, które są podobne.
za Bingo Spa zapłaciłam      11zł 500ml
za Kallos Latte zapłaciłam   22zł 1litr



Z dostępnością jest również w obu wypadkach kiepsko. Przynajmniej dla osoby, która mieszka tak jak ja w małym miasteczku. Jedynym sposobem dostania tych masek jest zamówienie ich przez internet.







 Skład:

BingoSpa
 Aqua, 1 Heksadenacol 1 Octadenacol (miksture), Ceteareth-20 (and) Cetearyl Alcohol, Stearamidopropyl Dimethylamine, Hydrolyzed Milk Protein (and) Lactose (and) Water (Aqua), Soluble Collagen, Hydrolyzed Elastin, Parfum, Citric Acid, Methyl Paraben, Sodium Benzoate, Ethyl Paraben

Kallos Latte
Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Dipalmytoylethyl Hydroxyethylmonium Methosulfate, Parfum, Benzyl Alcohol, Citric Acid, PEG 5 Cocomonium Methosulfate, Methylchloroisothiazolino ne, Methylisothiazolinone, Hydrolyzed Milk Protein, Hydroxypropyltrimonium Hydrolyzed Casein, Sodium Cocoyl Glutamate, Hydroxypropyl Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride.''


 emolienty - natłuszczą, zatrzymają wodę wewnątrz włosa,
  antystatyki - wygładzi, zmiękczy, ułatwi rozczesywanie
  proteiny: mleczne, kolagen, elastyna: zadziałają antystatycznie, ochronnie, regenerująco
  humektant: nawilży.



Jak dla mnie maska Kallos Latte ma beznadziejny skład :) Proteiny są dopiero po perfumie, trochę z tym przesadzili.  Maska BingoSpa ma niezły skład już na 5 miejscu mamy proteiny w porównaniu z Kallosem to na prawde nieźle :) Oprócz protein mlecznych w Bingo jest jeszcze elastyna i kolagen. Mi się podoba. Obie nie posiadają silikonów.
Tutaj bez wątpienia wygrywa BingoSpa.


 
Opakowanie:

BingoSpa - wygodny plastikowy słoik. Dużym plusem jest dodatkowe zabezpieczenie przed wylaniem się maski.


 Minusem natomiast kiepskiej jakości naklejka, która się odkleja i brzydko wygląda.
Kallos Latte - również plastikowy słoiczek. Minusem jest brak zabezpieczenia takie jak jest w BingoSpa to jest na prawdę przydatne. Natomiast plus zyskuje za naklejkę, która się nigdy nie odklejała tak jak BingoSpa
W tej kwestii jest remis. Każde z opakowań ma swoje plusy i minusy. 



Zapach:

Maska BingoSpa pachnie średnio. Zapach chemiczny nie przypominający niczego. Na szczęście nie utrzymuję się długo na włosach. 
Maska Kallos jak wiadomo pachnie pięknie, intensywnie. Trzymanie jej na włosach to czysta przyjemność przynajmniej dla mnie. Zapach ten utrzymuję się na włosach, także po zmyciu.
W tej kwestii też uważam, tak jak wyżej, że są plusy i minusy. Kallos może i pachnie intensywnie i ładnie, ale nic w tym dziwnego, perfum w składzie jest na 5 miejscu, w masce BingoSpa na tym samym 5 miejscu są proteiny mleczne :). 


Działanie:

Czyli aspekt najważniejszy. W moim przypadku nie widzę różnicy między maską BingoSpa a Kallosem. Włosy po jednej i po drugiej są wygładzone, miękkie mocno dociążone.  Z łatwością się rozczesują. Ładnie się błyszczą i wyglądają zdrowo. Trochę dziwne, że maska Kallos Latte mając gorszy skład, działa identycznie przynajmniej na pierwszy rzut oka :)




W tym rankingu wygrywa BingoSpa głównie za skład.
Właściwie to polecam jedną jak i drugą, chociaż osobiście wybrałabym BingoSpa za jego lepszy skład, ale jeśli na składzie nam tak bardzo nie zależy, a wolimy coś co ładnie pachnie to wybierzcie Kallosa. A najlepiej wypróbować jedną jak i drugą :)
Moje włosy są mocno porowate i uwielbiają proteiny mleczne, gdy zużyję BingoSpa, biorę się za maski rosyjskie, już się nie mogę doczekać :)













 

środa, 24 października 2012

Przedstawiam moich parę zdobyczy z second handów.


Pochwalę się trochę przed Wami moimi zdobyczami z second handów :)
Z wykonanych zdjęć jestem średnio zadowolona. Mój fotograf jest nie co kiepski,  dopiero teraz zauważyłam, że na niektórych zdjęciach mam nogi obcięte, za co go chyba zabiję jak wróci z pracy :)
Dzisiaj poszłam na małą wyprawę po sklepach z ciuchami udało mi się znaleźć parę ładnych i tanich rzeczy.
 Przyznam Wam się, że od niedawna co jakiś czas wystawiam aukcję z ubraniami na allegro, gdy już mi się zbierze duża ilość ciuchów w których nie chodzę lub, gdy znajdę coś ciekawego nie drogiego, ale nie pasującego na mnie :)
Mam nadzieję, że Was nie zanudzam, ale ja ubrania kocham kupować tak samo jak kosmetyki :)



Na początek sweterek. Z fajnego miłego materiału. Lubię rzeczy raczej dopasowane, przylegające do ciała, a nie znoszę materiałów, które po praniu się rozciągają, ale takie już potrafię na odległość wyczuć :)
Firma Culture 
rozmiar S
 koszt 1 zł !
Na zdjęciu jest też spódnica, którą także dzisiaj kupiłam. Nie znanej przynajmniej dla mnie firmy. Jest trochę przed kolano, ja jednak wolę spódnicę trochę dłuższe, dlatego ta sprzedam :). Świetnie dopasowane kolory, uwielbiam fiolet.
rozmiar S,M
koszt 1zł ! 
(na zdj. widać trochę szew od rajstop, wybaczcie za ten ekshibicjonizm, ale to ten kiepski fotograf , niech ja go dorwę w swoje ręce:) )


















Dorwałam, też tą o to sukienkę. Również fajnie dopasowana, zawiązywana w pasie, lubię takie rozwiązania, fajnie podkreśla sylwetkę. Kolory, też takie jak lubię, jeszcze nie wiem czy ją sprzedam czy zostawię dla siebie. Komentarz mojego B. , że wyglądam jak bym szła sprzątać, trochę mnie zniechęcił, ale wiadomo faceci się nie znają :)
Firma Esprit
rozmiar S,M
koszt 1 zł !















A to mój strzał. Świetna kurteczka sztruksowa, kolor ciemna zieleń. Bardzo chciałam taką kurteczkę,niestety już na nią jest trochę za zimno, poza tym jest ciut za duża. Nie ma na niej rozmiaru, ale przypuszczam, że jest to M lub nawet L
Metka jest wytarta, więc nie wiem jaka to firma, jedyne co widać to to, że jest z Włoch.
rozmiar M,L
koszt 1 zł !












Na zdjęciu jest spódnica, którą kupiłam jakiś czas temu, już nie za tak niską cenę. Na dzień dzisiejszy to moja ulubiona spódnica, często w  niej chodzę
Firma H&M
rozmiar S
 koszt 14zł







Ja właściwie większość ubrań kupuje w second handach. Wszystkie spódnicę, sukienki, bluzki jakie mam są stamtąd. Jedynie kurtkę ostatnio kupiłam w "normalnym" sklepie i wiadomo bieliznę :)
a w spodniach nie chodzę :)

Nie wiem co bym zrobiła bez tych sklepów.


wtorek, 23 października 2012

Przyszła paczuszka olejowo-różana :)



Dotarła do mnie paczuszka z olejami i z wodą różaną. 
Dawno już nie kupowałam olejów. Wzięłam sobie do serca akcję denko i dość długo powstrzymywałam się z zakupami.



Zakupy zrobiłam na allegro
olej kokosowy 500ml koszt 14,50
olej migdałowy 200ml koszt 13,00
woda różana    190ml koszt   5,50
kurier 13zł
łącznie 33zł

Idealnie, że dzisiaj doszła, bo wieczorem będę olejować włosy wypróbuję od razu olej kokosowy.
Na początku mojego włosomaniactwa stosowałam go, ale moje włosy nie polubiły się z nim.

Olej migdałowy uwielbiam na włosy i na twarz. Użyję go do kremu na noc, który już mi się skończył i niebawem wezmę się za ukręcenie jakiegoś.

Woda różana oczywiście w formie toniku na twarz, który także mi się skończył.

Jestem zadowolona, wysyłka ekspresowa zamówiłam w niedzielę, a dzisiaj dotarła.


poniedziałek, 22 października 2012

Moja tygodniowa pielęgnacja. Pierwsza odsłona :)





Poniedziałek 15.10.2012
rano
Mycie O - odżywka Isana wygładzająca
           M - szampon Babydream
           O - maska BingoSpa masło shea i 5 alg na 30 min.
Płukanka z cysteiny
Schną naturalnie


Środa 17,10.2012
rano
Olej - na skórę głowy Salicylol na 3 godziny
maska - na długość maseczka BingoSpa masło shea i 5 alg z dodatkiem gliceryny, sorbitol, pantenol   na 3 godziny
Mycie O - odżywka Isana wygładzająca
           M - szampion Babydream
           O - maska BingoSpa mleczna z elastyna na 10 min
Schną naturalnie



Czwartek 18.10.2012
wieczór
Olej - łopianowy mojej roboty na skórę głowy i długość, na noc


Piątek 19.10.2012
rano
Mycie O - odżywka Isana wygładzająca
           M - szampon Babydream
           O - maska BingoSpa masło shea i 5 alg na 10 minut
Podsuszenie suszarką


Sobota 20.10.2012
rano
Olej - na skórę głowy Salicylol na 3 godziny
Maska - na długość BingoSpa + gliceryna, pantenol, olejek Babydream różowy na 3 godziny
Mycie O - odżywka Isana wygładzająca
           M - szampon Babydream
           O - odżywka Isaba wygładzająca na 5 minut
Podsuszenie suszarką


Niedziela 21.10.2012
wieczór
Olej - łopianowy mojej roboty na skalp i na długość, na noc
         
          

Brakuje w mojej pielęgnacji jakiejś mgiełki do włosów. Niestety na razie nie mam z czego zrobić, bo skończyły mi się półprodukty. Chciałabym też, by w mojej pielęgnacji było więcej płukanek,  jakoś mam problem  z systematycznym używaniem ich :)









niedziela, 21 października 2012

Recenzja: Olejek pielęgnacyjny Babydream

 Dzisiaj napiszę Wam swoją opinię o olejku pielęgnacyjnym Babydream. Lubie takie wielofunkcyjne kosmetyki. Smaruje nim włosy, ciało i synka :)



 Skład:
 Helianthus Annuus Seed Oil- olej z nasion słonecznika,
Cetearyl Isononanoate- emolient,  tworzy film na powierzchni włosa,
Prunus Amygdalus Dulcis Oil- olej ze słodkich migdałów,
Simmondsia Chinensis Oil- olej z nasion jojoby,
Caprylic/Capric Triglyceride- ma działanie nawilżające,
Chamomilla Recutita Flower Extract- ekstrakt z kwiatów rumianku,
Bisabolol-pozyskiwany z rumianku o działaniu przeciwzapalnym,
Calendula Officinalis Flower Extract- wyciąg z nagietka,
Tocopheryl Acetate, Tocopherol- witamina E,
Hydrogenated Palm Glycerides Citrate- uwodornione glicerydy oleju palmowego,
Parfum- zapach.
  
Skład mi się podoba, naturalny bez oleju mineralnego, nie ma też dużo zapachu.
koszt 7zł za 250ml


Jak go stosuje:
Na suche włosy nakładam go na długość, nigdy na skalp. Zazwyczaj na całą noc. Zdarza mi się też, dodawać go do ulepszania gotowych masek, które nakładam przed myciem włosów.
Używam go także do smarowania ciała :) Nie codziennie, ale wtedy kiedy mam ochotę. Na wilgotną skórę. Smaruję nim też mojego synka, niestety zbyt dużo jeszcze nie mówi, więc nie może wyrazić swojej opinii ;)


Opakowanie, zapach:
Opakowanie typowe dla firmy Babydream, czyli plastikowa buteleczka identyczna jak szampon z tej samej firmy. Jest praktyczna i wygodna w użyciu. Dzięki dość małemu otworowi, na pewno nie wyleje nam się zbyt duża ilość oleju.


Minusem jest tylko naklejka, która się odkleja i nie estetycznie to wygląda. Zapach delikatny, dość przyjemny. Pozostawiony nawet na całą noc nie drażni. Mój mężczyzna, też go bardzo lubi, co jest rzadkością, gdy mam naolejowane włosy to raczej trzyma się ode mnie z daleka :)


Moje wrażenia:
Konsystencja nie za gęsta nie za rzadka. Nie obciążą włosów. Gdy nakładam go na całą noc, wystarczy, że rano raz umyje włosy a już oleju nie ma. Ma nie co gorszy skład od oleju Babydream różowego (recenzja Tu ), ale różnicy w efektach nie widzę. Włosy są po nim puszyste i ładnie się błyszczą. Są odżywione i gładsze. Włosy nie są po nim napuszone co było dla mnie dość ważne, gdy jeszcze nie byłam po prostowaniu keratynowym. 
Gdy stosuje olejek na ciało szybko się wchłania i bardzo nawilża skórę, robi się gładka, miła w dotyku.
 Za dość niską cenę mamy niezła mieszankę olejów i co ważne jest łatwo dostępny. Gdy się mieszka w małej miejscowości jest to dość ważne :) Myślę, że warto wypróbować.


Plusy:
- niska cena
- wygodne opakowanie
- łatwo dostępny
- nie obciąża włosów, łatwo zmyć
- nie puszy włosów
- przyjemna konsystencja
- wygładza, odżywia włosy, nabłyszcza
- wydajny

Minusy:
- odklejająca się naklejka :)





piątek, 19 października 2012

Tydzień po keratynowym zabiegu.



Witajcie !

Ale piękna pogoda, u Was też?
Jest tak pięknie, że aż grzech siedzieć w domu :).

 Minął już tydzień czasu od zabiegu keratynowego. Relacja z zabiegu znaduję się Tu
Włosy są nadal prawie idealnie proste. Prawie, gdyż jak pisałam 50ml to było dla mnie trochę za mało, na pasmach z przodu było mało keratyny i przez to z jednej strony trochę mi się zawija, ale tak lekko, że mnie to nawet nie denerwuje.

Od zabiegu myłam włosy już 3 razy, nadal wyglądają tak samo jak po zabiegu. 

Włosy zrobiły się grubsze i cięższe. Nadal są lejące i ładnie się błyszczą. Dotykam ich często bo są przemiłe w dotyku. :)

Zamierzam trochę poeksperymentować z różnymi półproduktami, których moje włosy przed zabiegiem nie lubiły, chce sprawdzić jak to będzie teraz. 
Jestem już w trakcie sprawdzania cysteiny, której moje włosy wcześniej nie tolerowały. Pierwsze podejście się udało, bardzo mnie ciekawi co będzie za drugim razem, gdy dam jej więcej, czyli tyle ile jest w przepisie.

Kupiłam, też olej kokosowy. Na samym początku mojego włosomaniactwa zaczełam właśnie od tego oleju, ale moje włosy go nie zaakceptowały. 

Jestem bardzo zadowolona z zabiegu, włosy straciły trochę na objętości, ale mimo to wyglądają i tak o wiele lepiej niż przed. Przede wszystkim, nie mam problemu już z puchem na włosach. Nawet, gdy podsuszam włosy, one nie elektryzują się, ani nie są napuszone.
Są proste, bez zawijasków, które mnie wkurzały. Wydłużyły się co dla osoby, która zapuszcza włosy jest też wielkim plusem :)

Za półtora tygodnia farbuję włosy. Jestem ciekawa czy efekt się utrzyma, także po farbowaniu.







 Lubicie zakupy w second handach ;) ?



czwartek, 18 października 2012

Moje włosy po płukance z cysteiną.



O płukance z cysteiny pewnie większość z Was już słyszała. Na moich mocno porowatych włosach, ona się niestety nie sprawdziła. Włosy były napuszone, posklejane, suche. Żałuje, że zdjęcia nie zrobiłam 
 Postanowiłam zrobić do niej kolejne podejście stwierdzając, że może teraz po keratynowym zabiegu moje włosy polubią cysteinę.


Cysteina jest to naturalny aminokwas siarkowy. Główny składnik keratyny - białka budującego włosy, paznokcie i skórę. Cysteina wzmacnia włosy, pogrubia, wbudowuję się w uszkodzone miejsca. W kosmetykach do  pielęgnacji skóry ma działanie nawilżające i ochronne (przeciwutleniające oraz chroniące przed promieniami słonecznymi) a także działa przeciwzapalnie. Niedobory prowadzą do łamliwości i kruchości włosów i paznokci, rozdwajania włosów oraz zaburzeń keratynizacji.

W preparatach do pielęgnacji skóry zalecane stężenie do 1%
Do pielęgnacji włosów do 4%
Przechowywać w temperaturze pokojowej.



Za 30g cysteiny zapłaciłam około 6zł

Podam Wam przepisy na płukanki z cysteiny, które na pewno warto przetestować. Przepisy te pochodzą ze strony ZSK:

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

10% aloes zatężony 10x (płaska łyżeczka 5 ml)
4% L-cysteina (3 płaskie łyżeczki 1 ml)
86% woda (43 ml)

 -------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

W 48 ml mieszaniny ocet ziołowy woda 1:3 rozpuścić 4% cysteiny (3 płaskie łyżeczki 1 ml).

 ---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

10% aloes zatężony 10x (płaska łyżeczka 5 ml)
3% L-cysteina (ok. 2.5 płaskie łyżeczki 1 ml)
1% pantenol 75% (0.4 ml)
1% witamina B3 (płaska łyżeczka 1 ml)
85% woda(42.5 ml)

 ---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


 Za pierwszym razem, gdy robiłam płukankę, korzystałam z trzeciego przepisu. Jak wspomniałam moje mocno porowate włosy nie polubiły jej.
Wczoraj zrobiłam swoją trochę zmodyfikowaną wersję. Skończył mi się aloes, więc go w moim przepisie nie ma. Dodałam trochę witamin i sorbitol:

cysteina                                    1ml
witaminy All-in-one (ZSK)      0,5ml
pantenol                                    5 kropli
sorbitol                                      5kropli 
woda                                          25ml

Ze względu na moje negatywne doświadczenia z cysteiną, tym razem cysteiny jest o prawie połowę mniej niż powinno.

Przygotowanie:
Wszystkie składniki dobrze wymieszałam w miseczce. Umyłam włosy położyłam maskę po spłukaniu jej, wypłukałam włosy w mojej płukance, którą przygotowałam
Bardziej ekonomicznym sposobem na nakładanie tej płukanki jest buteleczka z "psikaczem" :) .

Efekt:
Włosy są świetne. Moje włosy się błyszczą i są gładziutkie po keratynowym zabiegu, wiec w tej kwestii nie wiem jak, by zadziałała płukanka, gdybym nie byłą po zabiegu. Jedyną znaczną zmianą, którą zauważyłam jest większa objętość włosów. Podoba mi się ten efekt. Włosy nabrały na objętości i są nadal gładkie, bez puchu. Jeśli chodzi o zapach to wiadomo śmierdzi okropnie, ale  na szczęście tylko do czasu, gdy włosy są mokre.



 Zamierzam następnym razem, zrobić płukankę zgodnie z przepisem czyli dać większą ilość cysteiny. Jestem bardzo ciekawa efektu.










środa, 17 października 2012

Recenzja maski do twarzy algi + acerola



Prawie rok temu dostałam od siostry tą oto maseczkę do twarzy. Opakowanie jest dość pojemne, nie zużyłam nawet połowy :)



Taka maska na allegro kosztuję około 35zł ma 190g


Opis z opakowania:

Maska algowa dla kobiet i mężczyzn w każym wieku. Skóra z rozszerzonymi naczynkami, ze skłonnością do ich pękania i tworzenia się wybroczyn. Cera alergiczna i wrażliwa.

Wskazania do zastosowania:
cera naczynkowa, zaczerwieniona, podrażniona ze skłonnością do rumienia, zwiotczała, ze zmarszczkami, starzejąca się, zniszczona, pożółkła z przebarwieniami, szara niedotleniona,, sucha, odwodniona.

Sposób przygotowania:
Połączyć 1 miarkę proszku z 1,5 miarki wody mieszając do czasu uzyskania jednolitej masy bez zbryleń, grudek. Do przygotowania preparatu należy użyć szklanego lub plastikowego naczynia. Powstałą masę nakładamy na oczyszczoną skórę, warstwę  grubości około 2mm. Pozostawiamy okład na około 15 - 20 min. następnie delikatnie zdejmujemy zaczynając od brzegów okładu, ewentualnie pozostałości usuwamy wilgotnym wacikiem.

Skład:
Solum diatomeae (Diatomaceous Earth/Terre de Diatomees) , Algin, Calcium Sulfate, Tetradodium Pyrophosphate, Sodium Ascorbate, Silica, Spirulina, Maxima Extract, Trisodium Phosphate, Citrus Aurantium Dulcia (Orange) Oil, Malpighia Puniofolia (Acerola) Fruit Extract, Matodexirin, CI 12065 (Red 36 lake), CI 15985 (Yellow 6), Limonene, Linatool

Ma ładny różowy kolorek :)


Jak ja ją stosuję:
W zestawie jest miarka do dokładnego odmierzenia proporcji, ale ja tego nie robię. Mieszam na oko z wodą i dokładnie mieszam. Powiem Wam, że te wymieszanie to nie taka prosta sprawa. Maska bardzo szybko gęstnieje, przez to ciężko jest ją dokładnie wymieszać, tak by nie było grudek. Troche to wkurzające.
Czasem też ulepszałam tą maskę  półproduktami. Dodaję parę kropel oleju lub witaminy.
Używałam jej mniej więcej raz na miesiąc.

Tak wygląda papka, którą nakłada się na twarz :)


Moja opinia:
Hmmm, będę monotematyczna, jednak wole algi naturalne, bez dodatków. Wole sama sobie dodać do alg np witaminę C, lub A, lub na co mam tylko ochotę. Wolę algi bez dodatków. Działanie takich alg jest o  wiele silniejsze i bardziej intensywne niż, te gotowe produkty z dodatkami. Skóra jest gładsza, jaśniejsza, jędrniejsza, ale nie aż tak, jak po algach bez dodatków. 
Dużym minusem jest pozbycie się tego z twarzy :) Niby powinno odchodzić całymi płatami, nigdy mi się to nie udało :). Zawsze ściągam to  kawałeczek po kawałeczku, niestety resztki zapychają umywalkę , przez co nie raz dostałam ochrzan od mojego B. :)
Sama nie kupiła bym jej. Nie jest warta tej ceny. Za takie pieniądze można mieć sporo glinki, spiruliny lub jakiś innych alg, które są o wiele lepsze.


Ps. Szykuje powoli pierwsze rozdanie u mnie, więc podzielę się tą maską z którąś z Was :) inaczej jej nigdy nie skończę.







wtorek, 16 października 2012

Recenzja jedwabiu Farouk CHI - odżywka bez spłukiwania




Tego jedwabiu do włosów używam już 3 lata. To dość długo. Dlatego postanowiłam wypróbować jakiegoś innego, ale jeszcze nie mam pomysłu jakiego :) Na razie napisze swoją recenzję tego kosmetyku.


Ja swój jedwab CHI kupuje na allegro, w mojej miejscowości nie można go dostać. za 15ml płacę 3,50


Od producenta:
CHI Silk Infusion to regenerująca odżywka bez spłukiwania. Bogata w ceramidy, jedwab, witaminy, zioła i wyciągi roślin, działa odżywczo na włosy, jest wzbogacona o proteiny sojowe i pszenicy. Nadaje włosom wspaniały blask i niewiarygodną miękkość, nie obciąża, ułatwia układanie. Chroni włosy przed utratą wilgoci, wysoką temperaturą, skutkami chemii fryzjerskiej i zanieczyszczeniami środowiska, odżywia włosy i nadaje zdrowy wygląd.

Skład: 
Cyclomethicone, Dimethicone, C-1215 Alkyl Benzoate, Panthenol, Ethyl Ester of Hydrolyzed Silk, Phenoxyethanol, Parfum, D&C Yellow 11, D&C Red 17, Zinc Oxide, Titanium Dioxide, Mica, Boron Nitride Powder


Jak widać jedwab hydrolizowany mamy na 5 miejscu, wcześniej na 4 jest pantenol. Na pierwszych 2 miejscach jest silikon. Jako odżywki na całe włosy na pewno bym tego nie nałożyła, ale do zabezpieczenia końcówek się nadaje. Dużym plusem jest brak alkoholu !


Opakowanie:
Plastikowa mała buteleczka. Jedynym minusem jest dość spory otwór, przez co często zdarzało mi się zbyt dużo wylać na dłoń.



 Konsystencja, zapach
Zapach jest delikatny, przyjemny, nie utrzymuje się na włosach długo. Konsystencja jest dość gęsta, przypomina olej. Z łatwością daję się rozsmarować na dłoni a później na końcówki włosów.


Jak go używam:
Po umyciu włosów, małą kropelkę ( jeśli się uda przez ten duży otwór :) ) wylewam na dłoń a potem smaruje końcówki. Nigdy nie kładłam na całe włosy, pewnie by obciążyło włosy, po za tym skład nie jest zbyt zachęcający do tego, by nałożyć na długość włosów. Używam go na wilgotne włosy.


Moja opinia:
Jestem z niego zadowolona. Jego skład pozwala na dobre zabezpieczenie końcówek włosów i właściwie tylko do tego może on służyć.  Wygładza ładnie końcówki, stają się od razu gładkie i nie puszą się. Ułatwia także rozczesanie w włosów. Jak wspomniałam zamierzam zrezygnować z niego i poszukać czegoś nowego, potrzebuje jakiejś odmiany :)



Plusy:
- jest dość wydajny
- przyjemna gęsta konsystencja
- wygładza włosy
 - nie zawiera alkoholu
- dość niska cena

Minusy:
- trudno dostępny
- za duży otwór w buteleczce







niedziela, 14 października 2012

Tonik z kwasem migdałowym 10%, przygotowania do peelingu kwasowego.



Witajcie.
Jesień jest świetnym momentem nie tylko na maseczki :), ale także na peelingi kwasowe, które uwielbiam. Zamierzam zrobić peeling z kwasu migdałowego, który akurat mam jeszcze w posiadaniu. Przed takim peelingiem należy używać toniku z kwasem migdałowym o stężeniu od 5% do 10%. przez tydzień, dwa, żeby przyzwyczaić skórę.
Jest to jeden z łagodniejszych peelingów kwasowych, można go robić także latem.




Swój kwas kupiłam w sklepie ZSK za 10g zapłaciłam 7,50zł

Kilka słów o kwasie migdałowym:
Kwas migdałowy należy do kwasów alfa-hydroksylowych (AHA) Wytwarzany jest z gorzkich migdałów. Wyróżnia się silnym działaniem antybakteryjnym, które sprawia, że zabiegi z jego wykorzystaniem z powodzeniem stosowane są w leczeniu stanów zapalnych skóry, zwłaszcza trądziku. Poprawia kondycję skóry. Skóra sucha i szorstka staje się lepiej nawilżona, bardziej miękka, poprawia się jej koloryt. Tłusta z rozszerzonymi porami, często także z bliznami potrądzikowymi nabiera delikatności i spłycają się blizny.Kwas ten ma także działanie odbarwiające,
Od zastosowania odpowiedniego stężenia zależy sposób i intensywność jego działania na skórę:


Przy długotrwałym stosowaniu preparatów z  kwasem migdałowym obserwujemy:
- odbudowę włókien sprężystych i poprawy elastyczności skóry
- zwiększoną produkcję włókien kolagenu
- przyspieszenie odnowy komórkowej
- zmiękczenie i wygładzenie skóry, poprawia barwę i fakturę skóry
- zmniejszenie zmarszczek i spłycenie blizn, zapobieganie starzeniu się skóry
- rozjaśnienie plam i przebarwień
- czyszczenie skóry
- regulacja zaburzeń rogowacenia


Moja skóra jest dość odporna na kwasy, dlatego mój tonik ma stężenie 10%.
Przepis:
10g kwasu migdałowego
 90g wody destylowanej




Taki roztwór ma niskie PH, dlatego należy go podnieść do poziomu 4 Jak to zrobić odsyłam Was tutaj Tu
Do takiego toniku można dodać kwas hialuronowy lub glicerynę.
Trzeba uważać na to, by kwas dobrze się rozpuścił. Czasem może być z tym problem, dlatego można lekko podgrzać, by ułatwiło nam sprawę. Taki tonik robię na tydzień  przed peelingiem kwasowym i  przecieram skórę rano i wieczorem.
Taki tonik trzymamy w lodówce najlepiej w ciemnej buteleczce lub tak jak ja słoiczku.



Już po samym używaniu toniku widać różnicę na skórze. Staje się gładka, rozjaśniona, oczyszczona. Niektóre dziewczyny o bardziej wrażliwej skórze mogą doświadczyć złuszczania już po samym toniku, chociaż ja tego osobiście nie doświadczyłam.
 Peeling z kwasu migdałowego robiłam już wielokrotnie, dlatego niedługo zamierzam wziąć się za inne kwasy :)

Jeśli chcecie więcej poczytać o peelingach kwasowych zajrzyjcie na Wizaz Tu